NIE KAŻ MI CZEKAĆ LATAMI 
NA NOWĄ RODZINĘ

Przez ponad rok, pracowałam jako wolontariuszka w domu dziecka w Johannesburgu, w Republice Południowej Afryki.W tym czasie poznałam i pokochałam dzieci z różnymi, lecz niezmiennie bolesnymi historiami - osierocone w wyniku epidemii HIV i AIDS , ze śladami przemocy domowej na ciele, porzucone, zmuszone do pełnienia roli głowy rodziny. Widziałam też nowe, szczęśliwe rozdziały w życiu niektórych z nich – gdy dowiadywały się, że niedługo przyjedzie ich nowa mama i nowy tata, gdy poznawały swoich rodziców i dumnie pokazywały im swój pokój, gdy jechały do domu. Tak właśnie określały adopcję: ,,jadę do domu”.

 

Lwandle miał 5 lat i szeroki uśmiech na twarzy - tego dnia miał poznać swoich nowych rodziców. Z radości skakał więc po kanapach jeszcze bardziej niż zwykle – czekał na ten moment całe swoje króciutkie życie.  Do pierwszego domu dziecka trafił jako niemowlę z połamanymi żebrami i niedożywiony. Brak szyb w oknach tej niesamowicie zaniedbanej instytucji utrudniał powrót do zdrowia. Kiedy trafił do naszego domu dziecka kaszlał i płakał całymi dniami i nocami. Prosił też, by nie zamykać drzwi do jego pokoju – wyraźnie czegoś się bał. Podejrzewaliśmy, że ten drobniutki chłopiec był bity najpierw przez rodziców, a po odebraniu go im, bity przez pracowników domu dziecka, którzy mieli go chronić. Jego brązowe oczy skrywały ocean smutku. Ocean – to właśnie oznacza imię Lwandle w języku Zulu. Po kilku miesiącach mieszkania wśród radosnych dzieci naszego domu dziecka, płacze ustąpiły, a coraz częściej pojawiał się widok białych mlecznych zębów Lwandle w radosnym uśmiechu. Najszerszy uśmiech jego widziałam jednak na zdjęciu zrobionym rok później – z jego nową rodziną na chrzcinach Lizy, jego kilkumiesięcznej kuzynki.

 

Jak wynika z raportu, poprawę rodziców widać stosunkowo rzadko, bo tylko 25-30% dzieci wraca do swoich biologicznych rodziców.


 

 

 

 

Sytuacja dzieci osieroconych lub porzuconych, jak Lwandle, jest w kontekście przysposobienia (tj. adopcji) nieco łatwiejsza, gdyż w świetle prawa nie posiadają one rodziców, a więc kwalifikują się do adopcji. Ta grupa dzieci stanowi jednak zdecydowaną mniejszość – w Polsce, zaledwie 3% dzieci w domach dziecka i rodzinach zastępczych nie posiada rodziców. Przytłaczająca większość dzieci ma nierozstrzygnięta sytuację prawną, co według raportu ,,NIK o domach dziecka”* z dnia 13 maja 2012 roku, wydłuża okres oczekiwania na znalezienie ,,rodziny na zawsze”. Posiadają one rodziców biologicznych, którzy nierzadko rodzicami są tylko na papierze – nie interesują się swoim dzieckiem, nie odwiedzają go, nie zmieniają swoich destrukcyjnych nawyków, czasem wręcz unikają kontaktu z dzieckiem i pomocą społeczną i stają się nieosiągalni, np. poprzez wyjazd zagranicę. Dlaczego sądy nie odbierają więc takim rodzicom ich praw rodzicielskich? Według raportu NIK, sądy prowadzą postępowanie sądowe o odebranie praw rodzicielskich, jednak ciągnie się ono często latami. Tym sposobem, sądy dają rodzicom wielokrotne szanse na poprawę, a tym samym zmniejszają szanse dziecka na znalezienie nowej rodziny. Jak wynika z raportu, poprawę rodziców widać sporadycznie, bo tylko 25-30% dzieci wraca do swoich biologicznych rodziców. Po zakończeniu wieloletniego postępowania, dziecko często jest na tyle duże, że nie znajduje rodziców chętnych do zaadoptowania go.

 

Również z punktu widzenia rodziców adopcyjnych, droga do przysposobienia dziecka nie jest usłana różami. Proces adopcyjny jest wieloetapowy, czasochłonny oraz wymaga ogromnej cierpliwości i psychicznej wytrzymałości. Rodzice adopcyjni muszą przedstawić całą stertę wymaganych dokumentów (których zebranie jest wyzwaniem samym w sobie), przejść przez wywiad wewnętrzny (tzn. wizyta pracownika ośrodka adopcyjnego w ich domu), badania psychologiczne i medyczne oraz ukończyć szkolenie dla rodziców adopcyjnych. Czeka ich również okres oczekiwania. Ponieważ dobro dziecka stawia się na pierwszym miejscu, to rodziców dobiera się do dziecka, a nie odwrotnie. Gdy już dojdzie do zapoznania się rodziców z dzieckiem, przyszłą rodzinę czekają dwie sprawy sądowe.

 

Jak widać, proces adopcyjny jest bardzo złożony, lecz zarówno ośrodki adopcyjne jak i sami rodzice adopcyjni zgadzają się, że jest potrzebny. Wszystkie etapy mają na celu ustalenie rzeczywistych motywów chęci adopcji dziecka oraz predyspozycje kandydatów do sprawowania rodzicielstwa. W Polsce, proces adopcji trwa średnio dwa i pół roku. Czy cala procedura nie może być jednak krótsza? Otóż może! Znakomity tego przykład stanowi RPA, gdzie krajowa adopcja dziecka może być dokonana nawet w przeciągu 6 miesięcy. Etapy adopcji w RPA są bardzo zbliżone do naszych i tak samo są nie do ominięcia – rodzice Lwandle też musieli przez nie przejść. Szybszy przebieg procedury umożliwiają prywatne ośrodki adopcyjne akredytowane do tej działalności przez rząd południowo-afrykański, a dokładniej South African Central Authority. Ośrodki te, dużo kosztowniejsze od ich odpowiedników publicznych, organizują proces tak, aby wszystkie etapy następowały kolejno po sobie w bardzo krótkich odstępach czasu. Wierzę, ze w Polsce, można by skrócić okres z przeciętnego 2.5 roku do 12 miesięcy. Aby to było możliwe, potrzebne są zmiany systemowe jak i dobra wola ludzi. Co należałoby zmienić? Szkolenia dla przyszłych rodziców powinny być dostępne od zaraz (obecnie kandydaci czekają nawet kilka miesięcy na rozpoczęcie szkolenia), sprawy sądowe dotyczące adopcji powinny być traktowane priorytetowo i rozstrzygane szybko, sądy powinny współpracować z ośrodkami adopcyjnymi, informować je należycie o terminach rozpraw i przesyłać im wymaganą dokumentację. Tymczasem, według raportu NIK, rzeczywistość w Polsce wygląda zupełnie inaczej i druga szansa na kochającą rodzinę pozostaje dla wielu dzieci tylko marzeniem. Jak pokazuje przykład prywatnych ośrodków adopcyjnych w RPA, proces adopcji nie musi trwać latami, możemy i powinniśmy zrewidować procedury adopcyjne w naszym kraju.

 

 

*Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej: http://www.mpips.gov.pl/wsparcie-dla-rodzin-z dziecmi/adopcja/informacje/informacje-statystyczne/

 


 

 

 

Dagna Rupieta – „Wierzę, że każde dziecko zasługuje na kochającą rodzinę, a taka może być zbudowana z powodzeniem na drodze adopcji dziecka”.

 

        

 

 

 

 

 

27 października 2015

CZYTAJ MAGAZYN

CZYTAJ MAGAZYN

Magazyn


 

 


 

Newsletter

Zamów newsletter
i bądź na bieżąco!

ARTYKUŁY

CZYTAJ MAGAZYN

Imię
Twój e-mail
Zapisz się
Zapisz się
Dziękujemy.
Proszę wypełnić wszystkie 
wymagane pola!

ARTYKUŁY

Zaloguj się

CZYTAJ MAGAZYN

WSPÓŁPRACA

ARTYKUŁY

Zaloguj się

CZYTAJ MAGAZYN

WSPÓŁPRACA

redakcja@n1m.pl

+ 48 737 499 135