KOBIETA SZCZĘŚLIWA POZA SCHEMATAMI

Wywiad z Justyną Krawczyk – licencjonowaną Style Coach
 


 

Pani Justyno nie może być inaczej, muszę zadać to pytanie – Jak być szczęśliwą kobietą?
 

Dla każdego szczęście może oznaczać zupełnie coś innego. Dla jedynych to duże pieniądze, dla innych to rodzina. Dla mnie szczęście to możliwość spełniania swoich planów i marzeń. Wyjście ze schematu i życie według własnego scenariusza. Wolność wyborów. Życie w zgodzie ze sobą. Nie tylko akceptacja siebie, ale zadowolenie i docenianie tego, kim jestem. Bo wiem, że gdy jestem pewna swojej wartości, mogę wszystko. Świat stoi przede mną otworem.
 

A kiedy i jak poznała Pani ową receptę na szczęście? Została ona wpojona małej Justynce, czy poszukiwała Pani klucza do szczęścia jako już dorosła kobieta?
 

Zdecydowanie jako dorosła kobieta. Szukałam szczęścia. Widziałam je u innych, ale sobie nie potrafiłam go dać. Miałam dosyć swojego życia i dlatego postanowiłam je zmienić. Z frustracji i nieszczęścia. Napędzała mnie negatywna motywacja. Ale dziś po frustracji nie ma śladu. Uwierzyłam, że zmiana jest możliwa. Do następnych kroków motywują mnie te, które postawiłam wcześniej. Mam dowody na to, że jeśli czegoś bardzo chcemy, to jest to możliwe!

 

Proszę powiedzieć zatem, jak wyglądało Pani życie przed zmianą, której się Pani poddała i na czym owa zmiana polegała? Wydarzyło się coś symbolicznego?


Przez większość swojego życia byłam niezadowolona z siebie. Miałam bardzo niską samoocenę i mnóstwo kompleksów. Zamiast cieszyć się życiem, rozglądałam się wokoło i podziwiałam innych. Te porównania były jednak destrukcyjne dla mnie. Zawsze wypadałam gorzej. Zawsze gorsza, grubsza, ta, która mniej osiągnęła. Z taką samooceną popełniłam wiele błędów. Wybierałam niewłaściwych ludzi, którzy tylko pogorszali moją sytuację. Wyszłam za mąż za niewłaściwego człowieka, a praca wybierała mnie, a nie ja ją. W takiej sytuacji nie było miejsca na myślenie o tym, kim chcę być i co chcę w życiu robić.

Pewnego dnia doszłam do ściany. Nie mogłam spojrzeć sobie w oczy. Zadałam sobie pytanie – dlaczego ja to robię? Zrozumiałam, że tak nie chcę żyć. Pomimo, że miałam już prawie 30 lat, postanowiłam wywrócić wszystko do góry nogami. Zmieniłam pracę, rozwiodłam się i pożegnałam wszystkie toksyczne osoby, którymi się otaczałam. To było bardzo trudne, ale cudowne w skutkach. Chwilę później poznałam miłość swojego życia. Urodziła się moja Natasza i uwierzyłam, że życie może smakować zupełnie inaczej. Mieć przy sobie osobę, która nie tylko kocha, ale też wspiera, to ogromna wartość. To dało mi podstawy do tego, aby zacząć myśleć o sobie i o tym, czego w życiu chcę. Jak chcę, aby moje życie wyglądało. I nastąpiła kolejna zmiana. Pożegnałam się z korporacją na rzecz własnej firmy. Ruszyłam do Londynu, aby zdobyć wszystkie kompetencje, które otwierały mi drzwi do innego życia. Mojego życia. Ukończyłam Style Coaching Institute i od tego zaczęła się moja nowa, biznesowa droga. Jako licencjonowana Style Coach zaczęłam przeprowadzać kobiety przez zmiany. Zaufały mi też firmy, które zdecydowały się na moje warsztaty biznesowe. A moje szkolenia dla stylistów, szybko zaczęły się wyróżniać na rynku tym, że nie koncentruję się jedynie na kwestii merytorycznej, ale również na emocjach.

 

To był łatwa i szybka decyzja?
 

Żadna z tych decyzji nie była łatwa. Zakończenie relacji, rozwód to bardzo trudne decyzje. Potrzebowałam czasu, aby się z tego otrząsnąć. Zrezygnowałam z  korporacji i wygodnego życia, na rzecz własnej firmy. Bez żadnego doświadczenia. Jedynie z głową pełną marzeń i z oszczędnościami. To było ogromne ryzyko. Ale czym jest życie bez ryzyka? Ja lubię jego smak. Uwielbiam wychodzić poza własne granice komfortu, udowadniać sobie, że dam radę, nawet, jeśli głowa podpowiada coś innego.

Nie mogę powiedzieć, że było łatwo, ale było warto. Bo po burzy zawsze wychodzi słońce. Bo poznałam miłość swojego życia i dziś otaczam się jedynie wspaniałymi ludźmi. Bo okazało się, że nie muszę jedynie pracować dla kogoś i pod czyjeś dyktando. Mogę realizować swój pomysł biznesowy. Początkowo nie było łatwo, ale firma idzie w dobrym kierunku, a ja wciąż się rozwijam.

 

 

Łatwo się żyje poza schematem? Jak to wygląda u Pani?
 

Odkąd postawiałam na siebie, to czuję, że naprawdę żyję. Wyszłam ze schematu i zaczęłam realizować życie według scenariusza napisanego przez siebie. Robię to, co kocham i w czym jestem dobra. Organizuję swoje życie zawodowe tak, aby to moja rodzina była priorytetem, a nie odwrotnie.

Pamiętam jak po urlopie macierzyńskim wróciłam do pracy. Było to jedynie klika miesięcy, ale z bólem serca zostawiałam swoje dziecko w domu. Wszyscy mówili mi, że takie jest życie i nie mam innego wyjścia. Okazuje się, że wyjście jest, tylko trzeba je sobie stworzyć. Dziś, gdy wyjeżdżam w Polskę ze swoimi szkoleniami, Nataszę zabieram ze sobą. To dlatego, że chcę, aby wiedziała, że ona jest dla mnie najważniejsza. Nie zgadzam się na realizację zawodową kosztem tego, co jest dla mnie najcenniejsze. Taką swobodę i możliwość podejmowania decyzji dała mi moja firma i wyjście ze schematu, w którym żyłam.

 

Gdyby miała Pani zrobić taki bilans plusów i minusów postawienia w 100% na siebie samą, to jak kształtowałoby się takie zestawienie?
 

Zdecydowanie jest więcej plusów niż minusów, ale te negatywy też się znajdą. Kiedyś myślałam, że wszystko będzie tak, jak ja chcę. Ale okazało się, że nie zawsze. W większości moje życie wygląda tak, jak je sobie zaplanuję. Ale są momenty, w których muszę się nagiąć. Tyle, że są to jedynie momenty. Uwielbiam szkolenia dla stylistów, ale prowadzę je w weekendy i muszę się pogodzić z tym, że nie każdy weekend spędzam z rodziną. Wystąpienia publiczne na konferencjach są dla mnie świetną możliwością pokazania się innym, ale kosztują mnie bardzo dużo nerwów. No i stabilność finansowa, która nie zawsze jest. To nie jest korporacja, która miesiąc w miesiąc przelewa wypłatę na konto. O każdego klienta muszę zadbać sama. Na szczęście początki mam już za sobą i coraz rzadziej mam powody do zmartwień w tym temacie.

Plusy jednak mogłabym mnożyć w nieskończoność! Robię to, co kocham.  Mam czas na to, aby w ciągu dnia iść na fitness, nawet, jeśli wieczorem będę musiała nadgonić pracę. Nie mam szefa. To jest ogromny plus! Nikt nie mówi mi, co mam robić. Pracuję z ludźmi, z którymi chcę i lubię pracować, a nie z takimi, z którymi muszę pracować. Mam mnóstwo pomysłów i ode mnie zależy, które z nich będę realizować. Mogę być prawdziwie kreatywna i proponować rozwiązania, które odpowiadają nie tylko moim klientkom, ale też mnie. Szalenie cenię sobie wolność. Sama decyduję o tym, kiedy idę na urlop. Ile godzin pracuję i o której odbiorę dziecko z przedszkola. Wreszcie decyduję o swoim życiu!

Moja praca nie jest jedynie narzędziem do zarabiania pieniędzy. Moja praca to moje życie!
 

Mimo kilku minusów stawia Pani na siebie :-) I uczy Pani inne kobiety, by także uwierzyły w siebie. Z Pani punktu widzenia, kobiety łatwo poddają się zmianie, chętnie podejmują kroki zmierzające w inną, niż dotychczas obraną stronę?
 

Dla moich klientek jestem najlepszą wizytówką. One wiedzą, jak wyglądało kiedyś moje życie i widzą jakich zmian dokonałam. Nie przedstawiam im teorii, a namacalne dowody na to, że jeśli chcemy, to możemy zmienić nasze życie. Klientki, które się do mnie zgłaszają, muszą być zdecydowane. Ja nikogo nie namawiam na zmiany. Ta decyzja powinna być już podjęta. To jest  trudny proces i wymaga czasu. Uwielbiam Style Coaching, bo jest  to niesamowite połączenie. Zaczynamy od przemiany zewnętrznej. Bo kobieta, gdy wygląda pięknie, zaczyna czuć się pewniejsza siebie i otwiera się na zmiany. To jest moment, gdy zabieramy się za ważniejsze sprawy związane z niską samooceną i błędnymi przekonaniami na swój temat. Bo to one często sprawiają, że jesteśmy nieszczęśliwe. Metamorfoza wyglądu, to jedynie motor napędowy do większych życiowych zmian.  

 

Gdyby miała Pani opisać taką wewnętrzną i zewnętrzną najbardziej spektakularną metamorfozę jaką Pani przeprowadziła – to jak ona wyglądała? Jakie towarzyszyły temu wszystkiemu  emocje?
 

Takich historii jest wiele. Pamiętam Agatę, która na pierwsze spotkanie przyszła z kilkumiesięczną córeczką. Zmęczona, sfrustrowana i rozżalona. Ubrana w szarobure ubranie, nie umalowana. Pragnęła powrotu do pracy, ale obawiała się tego, bo rodzina uważała, że teraz powinna zająć się jedynie dziećmi. Prowadziła własną firmę, której dowodzenie przejął mąż na czas jej nieobecności. Brakowało jej pracy, ludzi i zajęć poza domem.

Postawiłyśmy sobie cele i zabrałyśmy się do pracy. Zaczęłyśmy od wyglądu i wybrałyśmy się na zakupy. Pamiętam, gdy przymierzyła pierwszą rzecz, wyszła z przymierzalni i rzuciła mi się na szyję ze łzami w oczach.  Nie mogła uwierzyć, że może tak wspaniale wyglądać. W każdej kolejnej propozycji wyglądała równie dobrze. Wkrótce uzupełniłyśmy szafę, zmieniłyśmy fryzurę i nauczyłam  Agatę makijażu dziennego. Jej wizerunek zewnętrzny, zmienił się nie do poznania. Zaczęłyśmy sesje coachingowe i realizację celów, które sobie postawiłyśmy. Strach przed zmianą był duży. Zaczęłyśmy więc małymi krokami.

Pamiętam, gdy podczas jednej z sesji Agata przyznała, że w szaleństwie i obowiązkach,  zapomniała o rocznicy ślubu. Mąż też o niej nie pamiętał. Zaproponowałam jej, aby kupiła tort i szampana pomimo, faktu, że rocznica minęła jakiś czas temu. Była zdumiona, bo rozwiązanie wydawało się proste, ale nie przyszło jej do głowy. Pamiętam jak tego wieczoru napisała, że to był cudowny pomysł, że siedzą z mężem i rozmawiają już kilka godzin, a wcześniej nie było to możliwe. I tak było  z każdą kolejną zmianą, aż doszłyśmy do takiego momentu, gdy Agata, piękna i zdeterminowana wróciła do pracy. Osiągnęłyśmy wszystkie cele i przyszedł czas na rozstanie. To jest piękny moment bo wiem, że dobrze wykonałam swoja pracę.

To była wielka przemiana, na której efekty czekałyśmy pół roku. Mam też dużo klientek, które przyjeżdżają do mnie po to, aby zmienić jedynie swój wizerunek. Nie wiedzą, jak się ubrać, co do nich pasuje i szukają tej pomocy u mnie. Łzy, uściski i zwierzenia to standard w mojej pracy. To niewiarygodne jak „niewiele” trzeba, aby kobieta poczuła się piękna i atrakcyjna.

Dziś z perspektywy czasu widzę, że to, co się wydarzyło w moim życiu, miało głębszy sens. To, w jaki sposób czułam się jako młoda dziewczyna paradoksalnie ma swoje plusy. Bo to właśnie dlatego, dziś prawdziwie i dogłębnie mogę zrozumieć moje klientki i wiem, jak im pomóc.
 

 

Otrzymuje Pani od klientek zapewne setki podziękowań za pomoc przy  zmianie życia… Zapadły Pani w głowie jakieś szczególne słowa wdzięczności?
 

Zmieniłaś moje życie – to słowa które najczęściej padają. Ja zawsze wtedy mówię, że ja jedynie pomagam, naprowadzam na właściwą drogę. Ale sukces zależy przede wszystkim od klientki,  jej chęci i determinacji.

Ostatnio dostałam piękne rekomendacje po szkoleniu dla stylistek. Piękne, bo jest w nich to, co jest dla mnie najważniejsze. Nie jedynie część merytoryczna, która została doceniona, ale też zarażanie ludzi optymizmem, którego na moich szkoleniach nigdy nie brakuje.

Oto jedna z takich opinii:

„Kurs "Zostań Osobistą Stylistką" to dwa szalenie inspirujące dni szkolenia. Dzięki nim, wiem już nie tylko w co i jak ubierać kobiety, ale wiem również dlaczego! Dodatkowo, spotkanie z Justyną to istna bomba pozytywnej energii. Doskonale się chłonie wiedzę przez nią przekazywaną. Jest idealnym połączeniem profesjonalizmu, spokoju i asertywności. A motywuje i podnosi na duchu na najwyższym poziomie. Dziękuję po stokroć”. Marta z Warszawy

 

Czyli zakreśliłyśmy koło, wracając do pojęcia „szczęścia”.  Czego zatem mogę Pani życzyć i czego chciałaby Pani życzyć wszystkim kobietom oprócz szczęścia oczywiście?
 

Osobiście życzę sobie, abym nigdy nie zapomniała o tym, co jest dla mnie najważniejsze. Abym ufała swojej intuicji i nie poddawała się w chwilach zwątpienia. Abym zawsze miała umysł otwarty i nigdy nie mówiła, że coś jest niemożliwe. Bo wiem, że jest. Czasem po prostu trzeba czasu, aby znaleźć rozwiązanie. Abym słuchała siebie. Abym nadal miała odwagę, iść przez życie ze swoim własnym osobistym kompasem.

Wszystkim kobietom życzę, aby bez względu na to, jaki noszą rozmiar, ile mają lat i co robią w życiu, doceniały to, kim są i codziennie były najlepszą wersją siebie!

 

Zatem niech się spełni :-) Dziękuję za rozmowę.


     

 



 

bo marzenia się spełnia
04 kwietnia 2016

CZYTAJ MAGAZYN

CZYTAJ MAGAZYN

Magazyn


 

 


 

Newsletter

Zamów newsletter
i bądź na bieżąco!

ARTYKUŁY

CZYTAJ MAGAZYN

Imię
Twój e-mail
Zapisz się
Zapisz się
Dziękujemy.
Proszę wypełnić wszystkie 
wymagane pola!

ARTYKUŁY

Zaloguj się

CZYTAJ MAGAZYN

WSPÓŁPRACA

ARTYKUŁY

Zaloguj się

CZYTAJ MAGAZYN

WSPÓŁPRACA

redakcja@n1m.pl

+ 48 737 499 135