DUCHOWY FITNESS Z AUDREY HEPBURN I SZUKANIE DOBRA

Poniedziałkowy wieczór.

Klub fitness na warszawskim Mokotowie. Paskudna, leniwa pogoda. Idealna do wtulenia się w ciepły koc na kanapie. Tutaj jakby nikt nie zdawał sobie z tego sprawy. Grupka uśmiechniętych dziewczyn w kolorowych strojach do ćwiczeń ogląda sobie nawzajem mięśnie brzucha, porównując efekty i rozpływając się nad najnowszym modelem butów do ćwiczeń jednej z nich. W tle energiczna, pozytywna muzyka. Śmiech i żarty sprawiają, że przestrzeń jakby wypełniała się kolorowymi motylami. Radość. Pikają wesoło zielone karty wstępu do klubu.

Za blatem w recepcji uśmiecha się Ola: słoneczna blondynka o niezwykle pogodnym spojrzeniu.

 

Do zajęć jeszcze chwilka, więc wiszę Oli nad głową i zagaduję. Takie zboczenie zawodowe. Nie potrafię ustać w miejscu, kiedy można z kimś porozmawiać. Chwilę rozmawiamy o grafiku ćwiczeń i innych tej wagi tematach, kiedy zwracam uwagę na jej notes „Rok z Audrey Hepburn”. Notes z cytatami. Uwielbiam cytaty. Zapamiętuje je w locie. Kolekcjonuje. Znam ich sporo. Nie znam żadnego z Audrey Hepburn. Cytaty z Biblii na przykład – to ja rozumiem albo dajmy na to – aforyzmy Leca.

Ola pyta, czy chcę zobaczyć jej ulubioną książkę. Zapuszczam ciekawskiego żurawia do pięknej sportowej torby Oli i co widzę? Nie, nie Pismo Święte. To nie są też „Myśli nieuczesane” Stanisława Jerzego Leca ani innego mistrza słowa. Z dużej sportowej torby Ola wyciąga książkę „Oczarowanie. Życie Audrey Hepburn”. Uczę się od niej piękna – mówi Ola, a ja cała zamieniam się w słuch i przeczuwam po uśmiechu Oli, że to będzie coś ciekawego.

Fajna ta Ola – myślę sobie. Tyle razy przechodziłam obok niej i nawet dobrze cześć nie powiedziałam, a tu taka sytuacja.

 

Niby nie oceniamy ludzi po pozorach. Ja przynajmniej staram się nie oceniać. Ocenianie jak wiadomo z otwartą głową nie ma nic wspólnego, a ja myślę o sobie, że mam otwartą głowę. Nie przyklejam za szybko łatek. Nie szufladkuje. O nieeeeee – co to, to nie ja! Kilka razy zdarzyło mi się usłyszeć prosto w oczy, jak ktoś mnie ocenił albo czego się spodziewał po mnie i dziękuję bardzo. Więc ja nie chcę w ten sposób. Jednak w poniedziałkowy wieczór w klubie fitness łapię się ze zgrozą na tym, że na tle tych wszystkich dziewczyn jak z wybiegu dla modelek, umięśnionych brzuchów, soczyście pompowanych warg, pięknych pośladków w jaskrawych strojach do fitnessu i modnych butach nie nastawiam się na usłyszenie niczego przesadnie inspirującego.

 

W torbie Oli spodziewałabym się raczej jakiegoś poradnika z olbrzymią marchewką na okładce i wartością kaloryczną wszystkich owoców i warzyw świata z dokładnością co do jednego liścia sałaty, oczywiście bez sosu, a o klopsach w sosie to w ogóle nie wspominając. A tu taki klops. Nie żebym miała coś przeciwko marchewce. Wręcz przeciwnie. Wolę od klopsów zdecydowanie. Jak ktoś lubi klopsy to też w porządku.

Wiem, gdzie dają najlepsze w Warszawie. Mogę polecić. I gdzie dobre marchewki. Mam też kilka poradników o zdrowym żywieniu (jeden zamówiłam pod choinkę i mowy nie było, żeby to zamienić na Dostojewskiego na przykład czy inne dzieło) i nawet się tym żywieniem dosyć interesuję. Ale fakt faktem jest taki, że tutaj trafiłam jak kulą w płot. Tymczasem Ola pokazuje mi kolejne zdjęcia i cytaty z Audrey, w tym jej ulubiony. Wkleiłam to sobie na fb – cieszy się Ola:

 

 „Aby mieć ładne usta, wypowiadaj miłe słowa, aby posiadać piękne oczy, poszukuj dobra w ludziach”.

 

Dalej to brzmi tak:

 

”aby mieć szczupłą figurę, podziel się swoim jedzeniem z głodnymi, aby posiadać wspaniałe włosy, pozwalaj dziecku przeczesywać je palcami raz dziennie, aby zachować równowagę, podążaj z wiedzą, z którą to nigdy nie będziesz iść sam”.

 

Rozmowę przerywa nam mój trening. Po godzinie spocona, zmasakrowana niemiłosiernie i zadowolona z siebie wracam do domu z zaczątkiem zakwasów i tym cytatem w głowie i myślę sobie: a co, gdyby tak na jeden dzień w tygodniu zrobić sobie taki duchowy fitness w myśl zasady Audrey: „poszukaj dobra w ludziach”.

A co gdyby tak poszukać dobra i piękna w każdym napotkanym człowieku. Rozmawiać tak długo, aż je usłyszysz. Patrzeć, dopóki je zobaczysz.

 

Moje rozważania przerywa widok bezdomnego na przystanku. Przechodnie z odrazą komentują jego zapach. Spojrzenia są jak sztylety. Myślę o nim. Kim jest. Kim był zanim wylądował na ulicy. Może naukowcem. Albo lekarzem. Albo małym chłopcem, który lubił puszczać latawce w parku, czułym ojcem, kochającym mężem, dobrym sąsiadem. Może otwierał z gracją furtkę starszej pani, a ona patrzyła na niego z rozrzewnieniem i mówiła: „Gdzie tacy mężczyźni jak pan? Pan to taki czarujący”. Patrzyła z podziwem. I tamta pani zastanawia się może nawet, gdzie przepadł ten szarmancki pan. A on już nawet nie patrzy ludziom w oczy i kiedy kolejny przechodzień odwraca z obrzydzeniem wzrok, śni mu się spojrzenie tamtej pani.

 

Spojrzenia…

W tym jak patrzymy jest wszystko.

Od tego się wszystko zaczyna. W domu przypadkiem trafiam na artykuł o oczach, a dokładnie o łzach. Czy wiecie, że łza radości pod mikroskopem różni się całkowicie od łzy smutku? Ja nie wiedziałam. A przecież gdyby obok łzy radości umieścić na szkiełku łzę smutku i taką jeszcze na przykład łzę z krojenia cebuli, to nikt by nie odróżnił, która to która. Tak samo ze spojrzeniem.

Niby patrzymy, ale zawsze z jakąś intencją. Więc może tym, jak patrzymy, też zmieniamy rzeczywistość, wpływamy na ludzi dookoła nas?

 

Wertuje kolejne cytaty Audrey i znajduje taki, który mnie porusza najbardziej:

 

„Ja się nie przyzwyczajam. Nigdy i do niczego. Kiedy się przyzwyczajasz,

to jakbyś umierał”.

 

To jest jak olśnienie. Zawstydza mnie trochę. To jest o mnie. Bo ja się przyzwyczajam dosyć szybko. Zwłaszcza do swoich opinii. Przyzwyczajenie nie tylko rozleniwia, ale otępia to, jak patrzymy na ludzi, których znamy. Ciągle się łapię na tym, że wydaje mi się, że coś już o kimś wiem, a tu niespodzianka. Książe na białym koniu okazuje się żabą na ośle i ten osioł nic z urokiem osła ze Shreka nie ma wspólnego, a żaba nagle objawia się, że to właśnie księżniczka prawdziwa pełna wdzięku i gracji albo książe zaczarowany, tylko była taka impreza, że pomylił kieliszki z eliksirami i przez moment to wyglądało inaczej.

 

Co ja wiem o ludziach ? Tyle, ile widzę. A widzę przez szkła własnych humorów, marzeń, lęków, nadziei, doświadczeń, opinii innych i chcąc nie chcąc oceniam. Wydaje sądy. Patrzę więc z jakąś konkretną informacją: lubię cię, szanuję, podobasz mi, podziwiam cię albo wbrew przeciwnie: skąd ty się urwałeś, czy ty w ogóle słyszysz własne słowa, mnie nie nabierzesz. Bo ja wiem lepiej. I tak bez końca. Przyzwyczajamy się do opinii o ludziach i sytuacjach i tego, co nam się wydaje, że wiemy. A jak już się wie, to się wie. Każdy przecież widzi, jak jest. Każdy wie najlepiej.

 

A gdyby tak od dziś spojrzeć na świat na nowo? Jakbyśmy widzieli go po raz pierwszy. Z jedną tylko intencją, żeby widzieć w ludziach dobro.

Taki fitness dla ducha. Spojrzenie a’la Audrey. Zapytać bezdomnego, kim chciał zostać w dzieciństwie. Zajrzeć Oli z klubu fitness do torebki. Uśmiechnąć się do dziewczyny z pompowanymi ustami. Pusta lala? Dmuchana Barbie z siłowni? A może w dzieciństwie nigdy jej nigdy nie powiedział, że jest piękna. Może nikt na nią nie spojrzał z podziwem i aprobatą i tymi ustami chce sobie na ten podziw zasłużyć. Może zna tylko spojrzenia pogardy i oceny.

 

Kiedy byłam dzieckiem bardzo bałam się bajki o Gerdzie i Kaju i lodowatej Królowej Sniegu, która zbiła diabelskie lustro złego spojrzenia. Okruchy tego lustra wpadły Kajowi i ludziom do oczu i od tej pory wszystko, co dobre i piękne, widzieli jak w krzywym zwierciadle: jako odrażające i złe. W tej krainie nie było ciepła, życia, wiosny. Lodowaty świat zmarzniętych ludzi o zaczarowanych spojrzeniach i jedyna Gerda, która widzi wiosnę. Kaj ślepy na piękno, trzęsący się z zimna, nawet kiedy Gerda otula go kocem. Koszmar. Ale jej ciepła łza miłości roztapia w końcu szkło zaczarowanego zwierciadła w jego oczach. Ufff. Co za ulga.

 

Dziękuję Ci Boże za Olę, za bezdomnego, za dziewczynę z siłowni, za Audrey. Dziękuję Ci Boże, że oczyszczasz wzrok. Wyjmij z moich oczu wszystkie brudne szkła. Uwolnij każdego, kto patrzy na świat przez pryzmat bólu, złych doświadczeń, lęku i niewiary. Uwolnij każdego, kto czuje się uwięziony za szybą obojętności i ludzkich oceniających spojrzeń. Bądź uwielbiony w tym, jak patrzymy. Skrusz taflę brudnego szkła i przywróć mi wzrok, żebym mogła w każdym napotkanym człowieku dojrzeć cząstkę Twojego piękna.

 

 

 

 

 

 

 

Tekst pochodzi z bloga: "Bóg w wielkim mieście"

autorka: Kasia Olubińska

 

 

29 listopada 2016

CZYTAJ MAGAZYN

CZYTAJ MAGAZYN

Magazyn


 

 


 

Newsletter

Zamów newsletter
i bądź na bieżąco!

ARTYKUŁY

CZYTAJ MAGAZYN

Imię
Twój e-mail
Zapisz się
Zapisz się
Dziękujemy.
Proszę wypełnić wszystkie 
wymagane pola!

ARTYKUŁY

Zaloguj się

CZYTAJ MAGAZYN

WSPÓŁPRACA

ARTYKUŁY

Zaloguj się

CZYTAJ MAGAZYN

WSPÓŁPRACA

redakcja@n1m.pl

+ 48 737 499 135