CZY PODRÓŻE TAK NAPRAWDĘ KSZTAŁCĄ


Edukacja w naszym kraju ma się coraz lepiej. Tysiące szkół, uniwersytetów, ośrodków kształcenia i dokształcania, państwowych
i prywatnych serwuje swoim absolwentom - za darmo lub za przyzwoitą, a często nieprzyzwoitą, opłatą - sowite pakiety wiedzy wszelakiej.
I coraz częściej doceniamy ten fakt.
Co dzień spotykamy magistrów, doktorów a nawet profesorów,
co dzień rozmawiamy z piątkowymi maturzystami, którzy wybierają się na wymarzone studia, coraz więcej naszych znajomych wybiera dla swoich dzieci prywatne szkoły – dla rzekomo wyższego poziomu nauczania. Do tego od najmłodszych lat przedszkolnych posyłamy (wypychamy) nasze pociechy na lekcje tańca, baletu, gry na fortepianie, karate, języków obcych, a sami z mniejszym lub większym skutkiem rozważamy studia podyplomowe, drugi fakultet albo przynajmniej jakiś kurs zwiększający kwalifikacje zawodowe.

 

Jednocześnie coraz częściej mam wrażenie, że otacza mnie społeczeństwo „wykształciuchów i mózgowców”, nie mających bladego pojęcia o świecie. Znaczy… mają pojęcie, tylko świat zamyka im się
na firmie i domu, na swoim mieście, Polsce, a w przypadku wyjątkowo szerokich perspektyw – na Europie zachodniej, USA oraz plażach
na Bali lub Majorce. Przykład? Nawet jeśli ktoś dzięki sensacyjnym relacjom telewizyjnym dowiedział się, gdzie jest Syria i Libia, to raczej nie odróżnia brodatego od muzułmanina. Coraz częściej równie imponująca jest wiedza praktyczna przeciętnej wyedukowanej jednostki – niejeden magister informatyk potrafi użyć siekiery wyłącznie pod warunkiem zainstalowania na niej oprogramowania Windows lub Android. Trudniejsze zadania survivalowe typu rozpalenie ogniska, rozłożenie namiotu albo nawet przetrwanie nocy bez prądu wymagają już szkoleń specjalistycznych – tu z pomocą przychodzi Google lub Youtube.

 

 

Cały ten nieco przerysowany, ale wbrew pozorom adekwatny do rzeczywistości wstęp powinien nasunąć pytania – jakie wykształcenie jest ważne? Gdzie uczyć się życia? Jak nauczyć się tak postrzegać świat
i otoczenie, aby nie wyjść na ignoranta, zaściankowca i ksenofoba,
a z drugiej strony aby nie postrzegać otoczenia wyłącznie przez okulary Internetu, haseł „gender” oraz cywilizacji zachodnioeuropejskiej – do której należymy, ale która nie koniecznie jest jedyna i najwspanialsza.

 

Wiadomo – uczymy się od rodziców, od otoczenia, w szkole, a przede wszystkim ze swoich doświadczeń. Jest i taka specyficzna aktywność, która potrafi uczyć szybko i intensywnie, która potrafi otworzyć nasze horyzonty szerzej, niż sami możemy sobie to wymarzyć, a do tego potrafi zintensyfikować samo życie. Żeby było ciekawsze, mocniejsze, pełniejsze, bardziej zaskakujące, bardziej emocjonujące, itd. Bo „kto podróżuje, ten żyje dwa razy”.

 

Ale przecież wspomniana wcześniej rzesza „wykształciuchów” bardzo chętnie podróżuje – do Rzymu, Paryża, Egiptu, Tunezji - ostatnio rzadziej, na Malediwy i w milion innych miejsc, gdzie są plaże, pięciogwiazdkowe hotele i kolorowe drinki oraz zabytki – choć to ostatnie kryterium doboru kierunku przegrywa zwykle z kryterium pogody. Przepraszam, dla mnie to nie jest PODRÓŻ. Co najwyżej według Słownika Języka Polskiego. Użycie tego wyrazu do określenia przemieszczenia się samolotem z najbliższego lotniska do odległego nadmorskiego kurortu oraz tygodniowego zalegania w tymże, jest stanowczym nadużyciem werbalnym. Niestety, podobnie jest
w przypadku większości wycieczek sprzedawanych w biurach podróży. Sprzedaje się komfort i pseudobezpieczeństwo, betonową bukolikę pięciogwiazdkowych hoteli, ogrodzone piękno prywatnych plaż,
a w gratisie dodaje poimprezowego kaca, zemstę faraona i odmóżdżenie. Co aktywniejsi przywiozą jeszcze opaleniznę i krótkotrwałe wspomnienie jakiegoś „ekstremalnego przeżycia” – np. przejażdżki
na bananie za motorówką. Przepraszam, dla mnie to nie jest PODRÓŻ.
Co najwyżej turystyka – i taka raczej niczego nas nie nauczy.

 

A jaka uczy? Podstawowe warunki – jedź tam, gdzie zobaczysz rzeczy dla Ciebie nowe, takie, których się obawiasz, które nie są popularne, których nie znajdziesz w folderach tysięcy biur podróży. Jedź w miejsca, gdzie turystyka dopiero zaczyna się rozwijać, albo tam, gdzie w ogóle jej nie ma. Nie wahaj się wyjść ze swojej strefy komfortu. I nie chodzi tu
o komfort w rozumieniu ciepłej wody i wygodnego łóżka – bardzo lubię wygodne łóżka na wyprawach. Chodzi o doświadczanie tego, co nie jest Ci znane, o nowum, o przezwyciężanie swoich obaw a nawet lęków.
O wyjście poza schematy, w obrębie których żyjesz, działasz, planujesz urlop. Dzięki temu najpewniej wyjdziesz również poza schematy,
w obrębie których myślisz. Czyli… będziesz się rozwijać. Pójdę jednak dalej – do dosłownie rozumianego komfortu. W naszej cywilizacji,
w naszym kraju jesteśmy w nim zatopieni. Może nie masz marmuru na ścianach i Rolls-Royce’a, ale masz prąd, bieżącą ciepłą wodę, milion urządzeń i  gadżetów, dziesiątki ubrań, natychmiastowy kontakt
z kimkolwiek zechcesz i wszystko to, co wydaje się niezbędne
do funkcjonowania. A to bzdura! 80% ludzi na ziemi żyje bez większości z tych rzeczy. Nigdy nie przekonasz się, co jest zbędne, dopóki tego nie sprawdzisz – np. podczas podróży, świadomie rezygnując na jakiś czas z dosłownego komfortu.

 

 

Śmiem twierdzić, że na wczasach w kurortach nie bardzo się rozwijamy. Po pierwsze dlatego, że najczęściej ograniczają się one do plażowania, imprezowania i zakupów wszechobecnej chińskiej cepelii rozwieszonej wzdłuż deptaków w przygotowanych pod turystów dzielnicach. Po drugie dlatego, że wszystkie kurorty na świecie funkcjonują podobnie – wykupując tam wycieczkę wiesz czego się spodziewać. Łóżko – nawet jeśli o innym kształcie niż twoje, jest tylko łóżkiem. Pokój – to zawsze tylko 4 ściany i jakieś meble. Basen to zawsze jakiś zbiornik i woda.
A bar… wiadomo. A przecież trzeba szukać nowego, nieznanego, tego co przyprawi nas o szybsze bicie serca, zastanowi, zachwyci albo zmieni kolejny raz myślenie – czasem o 180 stopni.

 

Koniecznie bądź bardziej ciekawy niż zmęczony. To znaczy? Gdy jedziesz do oazy na pustyni, nie pytaj kierowcy „jak daleko” tylko studiuj otaczające Cię wydmy. Gdy wszystkie są takie same, pomyśl
co może być za nimi. Podróżnik nigdy się nie nudzi! Nuda jest objawem bezmyślności. Owszem, można być znużonym i zmęczonym. Jadąc ostatnio setki kilometrów przez monotonne stepy Kazachstanu, po to by zobaczyć jeden zapierający dech w piersiach widok z krawędzi starego klifu nad Morzem Azowskim, rozważałem ze współtowarzyszami sensowność takiej podróży. I oto ktoś podał argument – można by tu przylecieć o wiele szybciej helikopterem. Moglibyśmy zostać „postawieni” w danym miejscu, a potem zabrani. Widok byłby taki sam. Ale wrażenia? Zupełnie inne. Zabrakłoby wrażenia odległości, niedostępności, tajemnicy. Cel straciłby na wartości poprzez łatwą  dostępność. Równie dobrze można by oglądnąć zdjęcie w Internecie. Tymczasem, gdy zakurzeni i zmęczeni po 2 dniach jazdy dotarliśmy
do upragnionego celu, każdy chłonął miejsce wszystkimi zmysłami
i przeżywał swoje wewnętrzne katharsis, a przyczajone podczas wielogodzinnego wyczekiwania endorfiny, wybuchły w naszych żyłach z pełną mocą. Czuliśmy się jak „mali zdobywcy”.

 

Mamy szczęście spotykać wielu podróżników, którzy ruszyli w świat właśnie po to by „ich serca biły szybciej”. Zaledwie w ostatnich tygodniach poznaliśmy parę, która przyjechała z Polski do Iranu autostopem, zwiedzając po drodze przez 2 miesiące wszystko od Rumunii przez Bałkany, Turcję i Gruzję i wydając na to zaledwie 300 Euro! Albo kolejną parę Polaków, która właśnie była w trakcie swojej półtorarocznej podróży motocyklowej do Chin. A największą motywację do dalszych działań dał nam ostatnio wspólny z młodymi ludźmi, którzy jadą na rowerach z Polski przez Azję do Australii – projekt obliczony
na dwa lata. Zazdroszczę im doświadczenia jakie zdobędą podczas tej podróży.

 

Poznając „niekurortowy” świat uczymy się wielu rzeczy. Lista jest długa, ale na jej czele należy chyba postawić otwartość umysłu i tolerancję. To kontakt z odmiennymi kulturami, z ludźmi, którzy mają mniej od nas, żyją inaczej, przeżyli rzeczy, które my oglądamy tylko w telewizji, którzy wierzą i myślą inaczej niż my – to właśnie otwiera umysł. Rzeczy dziwne zaczynamy postrzegać jako inne, ale normalne. Rzeczy nieznane stają się znane. Rzeczy niepojęte potrafimy sobie wytłumaczyć
i zinterpretować. Zaczynamy postrzegać ludzkość całościowo, a nie tylko przez pryzmat własnego kraju albo własnej religii. Wydaje się,
że w czasach gdy nawet wśród wykształconych ludzi dominuje ciasnota umysłowa, takie podejście staje się nie tylko cenne, ale i niezbędne
do prawidłowego koegzystowania w multikulturowych społecznościach.
A chyba nikt nie ma dziś wątpliwości, że Europa staje się multikulturowa.

 

W podróżach czai się i bardziej prozaiczna wiedza. Możesz nie być fanem geografii, historii czy kulturoznawstwa, ale świadomie jadąc
w jakiś rejon, planując podróż i samodzielnie się poruszając zdobywasz na trwałe wiedzę, która przekazywana z uczelnianej katedry mogłaby się wydać zbędna i nudna. Podróż stawia przed nami nowe wyzwania i jeśli wychodzimy im naprzeciw, to nasze umiejętności i doświadczenia rosną.

 

Są tacy, którzy twierdzą, że aby czerpać naukę z podróży trzeba się
do niej przygotować merytorycznie, bo inaczej jest to niemożliwe. Upraszczając – „jak nie znasz historii starożytności, to oglądanie piramid nic nie wniesie w twoje życie”. Bzdura! To nie nabyta wcześniej wiedza, ale nasza gotowość na nowe doznania i ciekawość świata będzie nas wzbogacać. W dawnych czasach, prawdziwi podróżnicy ruszali zwykle w nieznane. Nie wiedzieli nic o miejscach, do których się udawali. Czasem nawet nie wiedzieli, że jakieś miejsca istnieją u celu ich podróży. Byli odkrywcami. Dziś z geograficznego punktu widzenia niemal wszystko już odkryto na ziemi. Ale każdy może przez podróże być odkrywcą dla samego siebie. A są i takie podróże, w których odkrywamy głównie swoje wnętrze. Czasem jedno wydarzenie, jeden obraz lub jedno spotkanie z człowiekiem o innych poglądach może nas zainspirować, pobudzić, zmienić. W podróży po obcych krajach łatwo
o takie wydarzenia, obrazy, spotkania. Dlatego pakuj plecak, walizkę, samochód, sakwy rowerowe i ruszaj w świat. Wyjdź ze swojej strefy komfortu i przekonaj się, co będzie dalej!

 


 

Miłosz Kaleciński – pasjonat doświadczania przygód w podróży; już dziś możesz dołączyć do niego i przeżyć np. offroad’ową przygodę życia.

 

    

 

foto. archiwum prywatne

 

 

 

08 lutego 2016

CZYTAJ MAGAZYN

CZYTAJ MAGAZYN

Magazyn


 

 


 

Newsletter

Zamów newsletter
i bądź na bieżąco!

ARTYKUŁY

CZYTAJ MAGAZYN

Imię
Twój e-mail
Zapisz się
Zapisz się
Dziękujemy.
Proszę wypełnić wszystkie 
wymagane pola!

ARTYKUŁY

Zaloguj się

CZYTAJ MAGAZYN

WSPÓŁPRACA

ARTYKUŁY

Zaloguj się

CZYTAJ MAGAZYN

WSPÓŁPRACA

redakcja@n1m.pl

+ 48 737 499 135